Przekwitanie to nie wyrok

14 lipca 2014 w UTW bez granic

Rozmowa z prof. dr. hab. med. Adamem Windakiem, Konsultantem Krajowym w dziedzinie medycyny rodzinnej, kierownikiem Zakładu Medycyny Rodzinnej Collegium Medicum UJ

Windak

Jak na przedpolu starości kobiety radzą sobie z menopauzą, a mężczyźni z andropauzą?

Zacznijmy od tego, że „menopauza” nie jest chyba w tej sytuacji najszczęśliwszym określeniem. Oznacza bowiem moment zatrzymania cyklu miesiączkowego i ustania funkcji rozrodczych u kobiety. Lepszym określeniem na ten rozciągnięty w czasie proces jest termin„klimakterium”. O ile jednak u kobiet stosunkowo łatwo określić moment, w którym w jej organizmie następują najbardziej istotne zmiany, polegające na całkowitym wyłączeniu zdolności prokreacyjnych, bo wyznacza go ostatnia miesiączka, o tyle w przypadku mężczyzn mamy większy kłopot. Nie dochodzi tu bowiem do całkowitego ustania czynności hormonalnych, które – tak jak to jest w przypadku kobiet – zupełnie wyłączałyby u panów możliwości prokreacyjne. Właśnie z tego powodu niektórzy specjaliści sugerują, że lepszym od „andropauzy” hasłem na określenie tych zmian u mężczyzn – adekwatnych do kobiecego klimakterium – byłaby „andropenia”. Rozumie się ją jako proces zmniejszania poziomu męskich hormonów mających decydujący wpływ na czynności prokreacyjne.

Obie płcie w równym stopniu zdają sobie sprawę z tych procesów?

Kobiety z pewnością są bardziej świadome, bo wiedzą, że nadejdzie taki moment, kiedy zaczną się pojawiać konkretne dolegliwości związane z klimakterium. Tymczasem wielu mężczyznom wydaje się, że ich ten problem nie dotyczy. Utwierdzają się w przekonaniu, że skoro nawet w późnym wieku mogą mieć potomstwo, to problem przekwitania dotyczy tylko płci pięknej.

Powszechna jest jednak opinia, że to kobiety bardziej cierpią w tym okresie.

Tak naprawdę dolegliwości u pań i panów mogą być podobne – od czysto fizycznych, jak bóle głowy czy stawów, aż po różnego rodzaju zaburzenia w funkcjonowaniu psychicznym czy społecznym, jak niepokoje, drażliwość czy nawet stany depresyjne. Nierzadko bywa tak, że zwłaszcza kobiety utożsamiają niektóre dolegliwości z tym okresem. Nie szukają żadnej pomocy, bo uważają, że tak po prostu musi być. Bywa też odwrotnie: kobieta dotknięta specyficznymi dolegliwościami podejrzewa poważniejszą chorobę, nie wiążąc objawów z okresem przekwitania. Dzieje się tak zapewne dlatego, że okres występowania klimakterium fizjologicznie jest rozłożony w czasie na wiele lat. Zazwyczaj objawy pojawiają się ok. 50. roku życia, ale równie dobrze mogą się zacząć kilka lat wcześniej bądź później. Bywa też, że pierwsze objawy klimakterium wystąpią znacznie wcześniej –jeszcze przed ostatnią miesiączką.

Żyjemy coraz dłużej, chcemy też jak najdłużej być sprawni i aktywni. Czy pacjenci nie unikają rozmów o klimakterium bądź andropenii? Przyznanie się przed sobą i światem: „nie jestem już taka/taki jak dawniej, zaczynam się starzeć” może być przecież dla wielu osób dużym problemem.

Z własnej praktyki mogę powiedzieć, że pacjenci raczej potrafią o tym rozmawiać i przychodzą do lekarza. Ważne, że znacznie wyższy niż jeszcze kilka, kilkanaście lat temu jest poziom edukacji zdrowotnej wśród pacjentów. Mają łatwiejszy dostęp do informacji przez media czy internet. Pacjenci przychodzą i pytają, na jaką pomoc ze strony lekarza mogą liczyć. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy podejrzewają, że przyczyną ich gorszego samopoczucia jest przejściowy stan związany z przekwitaniem.

Jak widziałby Pan zatem rolę medycyny rodzinnej wobec coraz liczniejszej grupy starzejących się pacjentów?

Lekarz rodzinny ma w odniesieniu do tej grupy pacjentów szczególne zadania. W programie kształcenia zwracamy uwagę na różne fazy życia, które niosą ze sobą specyficzne wyzwania dla pacjenta i pomagającego mu lekarza. Starzenie się jest nieuniknionym procesem rozciągniętym w czasie. Oto z fazy pełnej aktywności następuje przejście do momentu, w którym ograniczamy nasze funkcjonowanie, zarówno w sferze biomedycznej, jak i psychospołecznej. Lekarze rodzinni są wyczulani, żeby szczególnie tym pacjentom, którzy nie mają pełnej świadomości tych procesów, tłumaczyć zachodzące zmiany. Należy je pacjentowi przybliżyć, uczynić bardziej naturalnymi. Oczywiście tam, gdzie jest to konieczne, a więc w przypadku cierpienia i choroby należy reagować, bo czasem konieczna jest szybka interwencja medyczna.

Czy często zdarza się, że to najbliżsi wręcz wypychają starzejącego się członka rodziny do lekarza? Czy lepiej dostrzegają zachodzące u niego zmiany, gdy on sam nie chce ich dostrzec?

Pamiętajmy, że proces przekwitania, a potem także sama starość, to nigdy nie jest wyrok, lecz normalny etap życia, do którego trzeba się odpowiednio zaadaptować i dostosować swoje aktywności. Należy przy tym, jeśli to możliwe, łagodzić przykre dolegliwości (np. za pomocą hormonalnej terapii zastępczej), a reagować na te zmiany, które wymagają leczenia. Bardzo ważne jest też to, w jaki sposób objawia się inicjatywa członków najbliższej rodziny, ponieważ bliscy w dużym stopniu mogą wpływać na nasze samopoczucie i funkcjonowanie zarówno w zdrowiu, jak i w czasie choroby.

Główną osobą odpowiedzialną za zdrowie jest jednak sam pacjent. Presja ze strony członków rodziny, nawet jeśli powodowana troską o zdrowie bliskiego, nie może być działaniem na siłę. Kluczowy jest element akceptacji ze strony pacjenta. Jeśli życzy on sobie, by członek rodziny uczestniczył w spotkaniu z lekarzem, to jako lekarze nie mamy nic przeciwko temu. Musi być jednak na to jasno wyrażona zgoda pacjenta.